Rocznica

"Kiedy odchodził dopiero przyszliśmy
Niepewni, skryci. I wciąż małej myśli
Ale idziemy za Nim
Choć tak bardzo sami
Matko Jego nadziei, bądź Ty w drodze z nami
On idzie z nami bośmy się ruszyli
Jest przy nas bo nareszcie razem iść pragniemy"
Ernest Bryll

Mija właśnie pierwsza rocznica od śmierci Papieża Jana Pawła II. Wydaje się, że rok minął bardzo szybko - tak szybko, że nie mieliśmy czasami czasu na pomyślenie o Nim, na modlitwę za Niego. Gdy jednak zbliżał się ten dzień Polska, ale nie tyko Polska, przypomniała sobie o tej już wyrytej w naszej pamięci chwili 2 kwietnia godz. 2137. Wróciła nam pamięć tamtych dni cierpienia, czuwania, nieskrywanych wzruszeń, żalu i nadziei na to, że nie umrze wraz z nim to co w nas zmienił. Wróciły też pytania i próby znalezienia odpowiedzi o Jego wielkość, rolę w naszej niedawnej historii, o Jego świętość.

Co znaczy dla nas, że Papież był z nami, co to znaczy dla nas, że Papież odszedł "do domu Pana" na naszych oczach?

Poszukując odpowiedzi na takie pytanie nie sposób nie wspominać tego, co nas osobiście w Nim zafascynowało, co takiego powiedział lub zrobił, że zmieniło lub wpłynęło na nasze życie, że wpływało na moje postępowanie, pracę, stosunek do ludzi i do Boga. Wydaje się, że każdy z nas ma takie wspomnienie o papieżu, które może uznać za moment, od którego "wszystko się zaczęło", często w sposób nie do końca świadomy, zaczęliśmy coś robić lub postępować idąc za Jego przykładem czy pod wpływem wypowiedzianego słowa.

Jeśli czytający te słowa mają takie wspomnienie Papieża, czy to z Jego działań z początków pontyfikatu, czy z późniejszego okresu to są bogate Jego bogactwem, którym się z nami dzielił. Wydaje się też, że nie ma osoby, która nie zapamiętała choćby jednego gestu czy słowa, które jakoś przez te lata zapadło nam w pamięć, a często jest to coś czego inni mogą już nie pamiętać, a my jesteśmy przekonani, że na pewno to się wydarzyło i przez to, że jest to we mnie będzie wpływało na mnie już zawsze. Dla wielu będzie to obraz Papieża, który pochyla się nad dziećmi, cierpiącymi i chorymi, błogosławiący zarówno ich jak ich opiekunów. Dla innych będą to spotkania z młodzieżą, którą raz wzruszał, raz rozśmieszał, a innym razem stawiał zadania wydawałoby się zbyt ambitne dla nich.

To Ciekawe, że to Papież "nas szukał", chociaż chyba lepiej powiedzieć, że szukał dostępu do naszych serc, używał do tego tak wielu sposobów, z których jakiś, ten właściwy, trafiał właśnie do nas. Można się o tym przekonać kiedy bardzo intensywnie zaczniemy wspominać nasze utrwalone w pamięci obrazy i słowa, które wypowiedział, zadając sobie jednocześnie pytanie, jeśli ja to pamiętam to czy to właśnie nie było skierowane do mnie? Jak to się dzieje, że właśnie tak tego doświadczamy, tego nie wiemy. Ważne, że są takie obrazy i Jego słowa, które tylko na nas oddziałują, zmuszając do ciągłego odnoszenia się do tego co zapadło nam głęboko w duszę.

W tym momencie przychodzi ochota przypomnienia i opisania jego gestów, zachowań czy może podzielenia się zapamiętanymi słowami, którymi zwracał się do nas podczas pielgrzymek, ale byłoby to zbyt prywatne, przynależne piszącemu te słowa, ważne dla niego i jego drogi życiowej, a nie dla czytelników.

I na koniec trzeba zwrócić jeszcze uwagę na to, co podczas pogrzebu Ojca Świętego wypowiedzieli włoscy katolicy: "Santo Subito" ("Święty natychmiast") - oczekując od Jego następcy szybkiego wyniesienia na ołtarze Jana Pawła II. Oczekiwanie świętości natychmiastowej, to niewątpliwie brzmi dziwnie, ale jednak włoscy katolicy wypowiedzieli tylko to co wszyscy, zarówno Polacy jak i wszystkie narody wierzące, odczuwały już od dawna, mianowicie świętość Jego osoby poprzez to jak wpływał na ludzi i co poprzez swoje uczynki w nich powodował.

Osobiste przeżywanie Jego życia, chociaż dla każdego może to być drobne zdarzenie czy krótkie zdanie przez niego wypowiedziane, przez bardzo wielu ludzi na świecie, a także zbiorowe przekonanie, że to wszystko co czynił dla nas i z nami, poprowadziło nas do Boga i spowodowało, że już jesteśmy przekonani i świadomi Jego świętości, a akt kanonizacji będzie tylko dopełnieniem wiary powszechnej.

L.G.